Wracając do ironii z początku wpisu - nigdy nie przepadałam za Warszawą i nigdy za nią przepadać nie będę, bo jako rodowita Poznanianka mam zakodowaną we krwi nienawiść do tego miasta. Oczywiście owa niechęć nie ma żadnych logicznych lub udekumentowanych podstaw (poza tą jedną, mówiącą że tylko samobójca wyszedłby na zapełniony kibolami stadion Legii i zaczął skandować hymn Kolejorza), jednak nie wiem co musiałoby się stać, abym bez bólu serca i wątroby przeprowadziła się do stolicy - nie wątpię, że dokładnie to samo powiedziałby każdy szanujący się mieszkaniec Warszawy. Zastanawiam się tylko, dlaczego podobna rywalizacja nie rozwinęła się pomiędzy Zakopanem i Wrocławiem albo Gdańskiem i Międzyzdrojami?
Btw. właśnie opycham się orzechowymi ciasteczkami i istnieje spora szansa na to, że zaraz wyjdą mi pępkiem. Generalnie, jakby kto pytał, byłam dzisiaj na najlepszym sushi jakie kiedykolwiek miałam okazję skosztować. Ku mojej uciesze, ta sama knajpka istnieje w Poznaniu, więc czym prędzej ją sprawdzę.
Ah, i spotkałam Rysia z Klanu! Cholera, żebym ja tylko wiedziała jak ten aktor się zwie, to bym podeszła i zagadała.
Te ciastka naprawdę zaraz wyjdą mi pępkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz